Charlotte obudziła się pierwsza, około godziny 9:00. Jej towarzyszka jeszcze spała, więc ta wykorzystała wolną łazienkę i się 'ogarnęła'. Rozpuściła włosy z luźnego kucyka zrobionego niestarannie na noc i delikatnie pomalowała oczy, żeby zamaskować jej zaspane spojrzenie. Podczas gdy zastanawiała się nad ubraniami, obudziła się Hillary.
- Która godzina?
- Dwadzieścia po dziewiątej.
- Ech.. To czas już wstać- odpowiedziała ziewając i ponownie rzuciła się na poduszkę. Char tylko wzruszyła ramionami i w duchu się zaśmiała. W końcu zdecydowała ubrać się w shorty i koszulkę na ramiączka. Kilka minut zajęło jej pakowanie torebki, ponieważ wychodziły na cały dzień i chciała mieć wszystko pod ręką. W końcu, gdy się ze wszystkim uporała, podeszła do łóżka Hill i ściągnęła z dziewczyny kołdrę. Hillary już chciała powiedzieć żartobliwe "odwal się" kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wtedy dziewczyna zerwała się z łóżka jak oparzona, wskoczyła do łazienki i Charlie dopiero mogła je otworzyć. To był Matt.
- Gotowe?
- Prawie!- krzyknęła Hill pośpiesznie poprawiając fryzurę. Charlotte przewróciła teatralnie oczami i pokręciła głową
- Daj jej jeszcze z 15 minut... - stwierdziła- Mogę iść zobaczyć twój pokój?
- Jasne.
- Ej, Hill, ja idę do pokoju Matthew. Klucz masz na stoliku. Jak będziesz gotowa, zajdź po nas.
- Ok!
Pokój chłopaka był o wiele mniejszy, żeby nie powiedzieć- przytłaczająco mały. Jednak ile miejsca potrzeba do wstawienia wąskiej szafy, łóżka i drobnej szafki? No niewiele, jednak dodając torbę podróżną- z ledwością można było się dopchać do drzwiczek na balkon.
- Hm.. My nie mamy telewizora- stwierdziła Charlie po chwili rozglądania się- Trochę tu ciasno, ale chyba nie najgorzej?
- Nie narzekam, nie spodziewałem się apartamentu. Jak wam się spało?
- Jak już udało mi się usnąć, to się nawet wyspałam, ale mamy strasznie głośnych sąsiadów...
- Było iść do nich i poprosić, żeby byli ciszej. Trochę zaradności..
- Nie chciało się żadnej wstawać i iść do nich.
- Yhym.. Jakie plany na dzisiaj?
- Hm, nie wiem. Na pewno przejdziemy się na tą imprezę na plaży. Może być nawet fajnie- znacząco poruszyła brwiami.
- Hm..- spojrzał na nią myślącym wzrokiem- Nie wiem, czy to będzie odpowiedzialne, gdy ja, twój starszy brat, pozwolę ci iść na ten koncert..
Oboje parsknęli śmiechem.
- Nie wydurniaj się, znajdź sobie jakieś towarzystwo i możesz nas dwie zostawić w spokoju na te kilka dni.
- Serio tego chcesz?
- Hm.. Trochę swobody mi nie zaszkodzi. Bądźmy w kontakcie- wskazała telefon komórkowy- i mi pasuje.
- No okej. Tylko proszę, wracajcie do hotelu około 22:00, jak chcecie zostać dłużej, to koniecznie ze mną. Okej?
- Koncert na pewno skończy się później..
- No to jeszcze dziś, ale obiecujesz, że będziecie wracać o dziesiątej?
- No dobra..
- A Hill to się łaskawie wyszykuje?
- Haha, szybciej będzie jak po nią pójdę.
- Pójdę już z tobą.
Gdy zeszli na parter zostali nieco zaskoczeni. Przez okna było widać tłum nastolatek powstrzymywanych przez policjantów. Powoli zeszli zdziwieni i skierowali się w stronę korytarza, który był oblegany przez wysokich starszych mężczyzn. Charlie podeszła do jednego z ochroniarzy i spytała co się dzieje.
- Prowadzący imprezy niepotrzebnie wypaplał o gwieździe wieczoru dzisiejszego koncertu i teraz będą trudności z dotarciem na występ.
- I ta gwiazda ma pokój w tym hotelu?
- No tak. A raczej, gwiazdy.
- Em.. -spojrzała zdezorientowana na Matthew, a następnie znowu skierowała się do mężczyzny- Kto dzisiaj będzie występował?
- One Direction.
Charlotte zrobiła duże oczy i odwróciła się do brata. Ten jednak niewzruszony spróbował przecisnąć się do pokoju, gdzie przebywała nadal Hillary. Jego siostra zdezorientowana została w holu i czekała.
- Hill?- rozejrzał się po pomieszczeniu, jednak dziewczyny nie było. Zapukał do drzwi łazienki, lecz tam też jej nie było. Nareszcie zauważył otwarte drzwi na balkon. Wyszedł tam i spostrzegł swoją koleżankę zaglądającą do czyjegoś okna.
- Hillary, chodź. Po pierwsze nie wypada ci tak podglądać obcych ludzi, a po drugie ile mamy na ciebie z Charlotte czekać?
- Ale to jest One Direction!
- No i?- podszedł do dziewczyny i już chciał ją odciągnąć od okna, kiedy ono się otworzyło na oścież.
- Zero prywatności- zaśmiał się pewien blondyn.
- Przepraszam, już ją zabieram.
- Nic się nie stało. Ona nie jest aż tak szkodliwa jak te na dole..- wyszedł na balkon i ostrożnie spojrzał w dół. Wtedy rozległ się ogromny pisk- Sam widzisz.
- Niall, możesz nie pogarszać sprawy?!- krzyknął kolejny członek zespołu, Louis, jednocześnie zbliżając się do kumpla.- Oo, witam szanowną panią i zarazem uprzejmie przepraszam i żegnam- dopowiedział szczerząc zęby i zaciągając Horana z powrotem do pokoju. Hillary uparcie zaglądała do wnętrza i jak jej się wydawało, spostrzegła jeszcze Harrego i Zayna. Nie była pewna, bo w pokoju było stosunkowo ciemno.
- Chodź już.- powiedział lekko poddenerwowany Matt i chwyciwszy dziewczynę za łokieć zabrał ją do jej pokoju.- Już jesteś gotowa, żebyśmy mogli nareszcie iść?
- Ta..Tak.
Chłopak otworzył drzwi i delikatnie wypchnął oniemiałą dziewczynę na korytarz. Dał znać Charlie kiwnięciem, aby również pokierowała się w stronę wyjścia. Po minucie upartego przeciskania się przez tłum zdziczałych fanek wydostali się z pośród nich i usiedli na wolnej ławce.
- No to ładnie- stwierdziła Char przerywając milczenie. A ty co taka nieobecna?
- Była na balkonie i podglądała tych chłopaków.
- Hahaha! Ej, Hill.. Chyba już wiem, kto nam wczoraj tak nie dawał zasnąć.- zaśmiała się
- O rany..! Mogłam jednak iść i ich uciszyć.
- Oo, teraz nagle byś łaskawie się podniosła..
- No a dziwisz się?
- Heh.. Dzisiaj po koncercie wbijemy im do pokoju?
- Jasne, żeby się zirytowali i nas wygonili.
- Czemu tak pesymistycznie?
- No bo wypadałoby mieć jakiś powód, dla którego pukamy do ich drzwi.
- To One Direction i wszystkie nastolatki z tego miasta już wiedzą, gdzie nocują. To jest wystarczające.- Hillary spojrzała na nią dość specyficznym wzrokiem i odpowiedziała:
- No dobra.
- Nie chcę się wtrącać, ale wejdziecie im do pokoju i co?- odezwał się Matt
- Człowieku, trochę luzu. Coś się wykombinuje na spontana- odpowiedziała Char i wstała- Dobra, to idziemy może coś zjeść?
- Ok.
Poszli do najbliższej knajpy i zamówili dużą pizzę. Dzień stosunkowo szybko im minął na straganach, jedzeniu i przepychaniu się przez zatłoczone miasto. Matthew kupił sobie scyzoryk, na który dziewczyny patrzyły z pogardą. Charlie wybrała sobie kilka bransoletek, a Hill jak zwykle nic, bo nie mogła się na nic zdecydować. W końcu nastał wieczór i impreza na plaży się rozpoczęła. Spóźnili się pół godziny, ale nie stracili nic istotnego, bo do tego czasu występował marny miejscowy kabaret i jakiś zespół coverujący takich artystów jak Michael Jackson, Freddie Mercury itd. Matthew zostawił dziewczyny same w barku rozstawionym przy scenie, ponieważ niedaleko spostrzegł swojego kumpla. Hillary popijała lemoniadę, a Char colę. W końcu, gdy już było całkiem ciemno, bo było już dość późno, prowadzący chwycił mikrofon i zaczął zapowiadać gwiazdę wieczoru.
- Ej, Charlotte, błagam cię, chodźmy się przecisnąć gdzieś tam pod scenę!
- Gdzie ty masz oczy? Chyba tylko jedynie czołgiem by ci się to udało. Nie narzekaj, stąd też dobrze widać.
- Ech..- westchnęła i w myślach poparła koleżankę. Miejsce i tak nie było najgorsze.
I nagle cała okolica wypełniła się echem, które brzmiało: ONE DIRECTION. Na scenę wkroczyli kolejno: Liam, Zayn, Louis, Harry i Niall. Machali przy tym publiczności, która w sumie w 95% składała się z jedynie piszczących nastolatek.
- Witamy, witamy gorąco Brighton! - zaczął Liam
- Jak się macie?- dodał Niall i w odpowiedzi dostał ogromny pisk, który był ledwo do wytrzymania. Z głośników rozległy się pierwsze dźwięki 'What makes you beautiful'. Przy rozpoczęciu każdej kolejnej zwrotki hałas był jeszcze głośniejszy.
- Masakra z tymi fankami...- stwierdziła Hillary
- Co ty nie powiesz. Będąc takim Harrym nie możesz iść nawet w spokoju po bułki na śniadanie- obie się zaśmiały i na powrót wlepiały się wzrokiem w chłopców. Zagrali jeszcze 'One thing', 'Up all night', 'More than this', 'I want' oraz 'Na na na' i pożegnali się z dzikim tłumem przerażających psychicznych fanek bez wystąpienia na bis. Hillary westchnęła ciężko patrząc jak chłopacy znikają w namiocie za sceną. Charlie w końcu sięgnęła po telefon i zadzwoniła do swojego brata. Ten jednak nie odbierał. Raz, drugi, trzeci..
- No dobra, poradzimy sobie bez niego- powiedziała Charlie i podniosła się z krzesła. Hillary zrobiła to samo i podążyła za koleżanką. Jednak zaproponowała coś innego, niż ta miała w planach,
- Hm.. Po co wracać już do hotelu? Chodź, przejdziemy się po plaży- i wskazała zupełnie przeciwny kierunek. Dziewczyna spojrzała na nią niepewna, ale po chwili odpowiedziała "Okej". Były już jakieś 300 metrów od sceny, tutaj już prawie nikogo nie było. Dość fajna i relaksująca atmosfera. W pewnym momencie dziewczyny spojrzały się na siebie i jednocześnie przyznały, że lepiej będzie wrócić. Gdy były już z powrotem dość blisko ludzi, Char zauważyła swojego brata wśród dość sporej grupy ludzi w jego wieku popijających piwo.
- Poczekaj tu- rzuciła i poszła po chłopaka. Hillary stała w tym samym miejscu i sięgnęła po telefon. 2 nieodebrane połączenia i jeden sms: "Hej kochanie :) Jak tam u Was? Odezwij się, Mama." Zaczęła zabierać się do odpisania, kiedy zauważyła biegnącego w jej stronę chłopaka z kapturem na głowie. Nieco się przestraszyła i ostrożnie zaczęła się cofać. Gdy nieznajomy był w odległości 5 metrów powiedział krótkie "Nie widziałaś mnie" i skoczył w krzaki za siatką. Było to co najmniej dziwne i niezrozumiałe, ale jednak dziewczyna olała to. Po chwili w jej stronę biegło około dwudziestu dziewczyn w wieku od 14 do 17 lat. Zaczęły krzyczeć do zdezorientowanej Hillary "W którą stronę pobiegł?!". Ta niepewnie spojrzała na krzaki i wskazała, aby biegły dalej prosto. Gdy dziewczyny były już dość daleko, Hill wychyliła się, czy nikt jeszcze nie błąka się w jej stronę i powiedziała, sama nie wiedząc, czy ma jeszcze do kogo, "Już czysto". Wtedy chłopak szybko wydostał się z pośród gałęzi, otrząsnął się i podszedł do dziewczyny.
- Bardzo ci dziękuję.. Gdyby nie ty, byłbym właśnie w kilku kawałkach- zaśmiał się. Hillary nadal nie poznawała owego nieznajomego ze względu na kaptur i ciemność w jakiej stali.
- A o co w ogóle chodzi?
Chłopak stał nieruchomo przez chwilę i w końcu niezdecydowanym gestem zdjął kaptur. Wtedy dopiero dziewczyna skojarzyła fakty. Chłopak miał dłuższe, kręcone włosy, które poznałaby chyba wszędzie. Wyjęła telefon i włączyła go i światłem odbijającym od ekranu jej Samsunga poświeciła twarz chłopaka. Był to nikt inny jak Harry Styles. Dziewczyna stanęła nieruchomo nie mogąc uwierzyć w swojego farta.
- Uff.. Przynajmniej nie krzyczysz.- i z powrotem założył kaptur.- Jak masz na imię?
- Hm.. Hillary.. I mam pokój w hotelu obok was- uśmiechnęła się niepewnie.
- Naprawdę? A ja cię nie widziałem..- próbował przyjrzeć się jej twarzy dokładniej, ale bez skutku. Za ciemno.
- Jestem tu od wczoraj. Ja was też nie, dowiedziałam się o tym, że to One Direction nie dało mi spać dziś w nocy, dopiero z rana, gdy z ledwością wyszłam z budynku, przez wasze fanki.
- A nic nie mów, to jest po prostu horror. Wiadomo, uwielbiam nasze fanki, ale one nie mają za grosz miłosierdzia- oboje się zaśmiali- Sama jesteś?
- Nie, z przyjaciółką i jej bratem, którzy w sumie właśnie tu idą.
- Ooh.. - wziął głębszy oddech i dodał- Ja uciekam. Dzięki jeszcze raz za uratowanie skóry i do zobaczenia!- pomachał jej i szybko pobiegł w okolice sceny. Charlie z Matthew podeszli do dziewczyny i wszyscy skierowali się w stronę powrotną do hotelu.
- Kto to był?
- Ale kto?
- No ten koleś, z którym gadałaś.- Charlotte spojrzała na koleżankę zirytowanym spojrzeniem.
- Em.. Harry z One Direction.
- CO!? Dzięki za przedstawienie mnie..- zaczęła się droczyć udając fochniętą. Gdy trójka dotarła do hotelu, umówili się, że następnego dnia Matthew idzie ze znajomymi na miasto, a dziewczyny we dwie. Obiecały, że wrócą do pokoju do godziny 22:00. Chłopak był bardzo zmęczony, więc od razu położył się spać. Było kilka minut przed północą. Char i Hill zaś były zbyt podekscytowane.
- Ej, to w końcu jak? Idziemy im wbić do pokoju?- zaczęła Charlie.
- Hm.. A myślisz, że oni już wrócili?
- No raczej.
- Ja to bym poczekała może do jutra, dzisiaj są zmęczeni pewnie..- otworzyła drzwi na balkon i wyszła na zewnątrz.
- Ech.. To ja idę wziąć prysznic, a ty się zdecyduj.- chwyciła ręcznik i piżamy, a następnie zamknęła się w łazience. Hillary natomiast oparła się o poręcz i zaczęła wspominać swoją krótką rozmowę z jednym z najbardziej popularnych i pożądanych nastolatków. Niebo było bezchmurne, a powietrze dość rześkie. Dziewczyna wróciła się do pokoju, wzięła ze stolika słuchawki, które podłączywszy do telefonu, założyła. Czekając na wolną łazienkę zapatrzyła się w gwiazdy słuchając muzyki. W pewnym momencie ktoś stanął obok niej. Nie usłyszała żadnych kroków, dlatego nieco się przestraszyła.
- A ty znowu się patrzysz, jakbym miał cię zabić- oboje się zaśmiali.
- Przepraszam, zadumałam się trochę.
- Spoko. Więc to twój pokój?- wskazał wnętrze za otwartymi drzwiami.
- Tak.- Chłopak wszedł do środka i rozejrzał się. Minął jeden dzień, a na powrót zapanował tu jeden wielki bałagan. Praktycznie wszędzie były jakieś ubrania. Harry miał rozbawioną minę- Czemu się śmiejesz?
- Bo nie sądziłem, że można mieć gorzej w pokoju niż ja- uśmiechnął się.
- No cóż.. Jak widzisz, można- odgarnęła swoje łóżko ze sterty bluzek i wskazała owy kawałek wolnego miejsca.- Siadaj.
Chłopak usiadł i po chwili krępującego milczenia znowu zaczął:
- No więc.. Na ile tu przyjechałaś?
- Na 10 dni. A wy na ile zostajecie?
- Narazie ile chcemy, tyle możemy siedzieć. Skończyliśmy trasę koncertową, teraz mamy tak jakby urlop.
- No to fajnie, należy wam się.
- Tak, ale czasem przydałby się też urlop od krzyków, pisków i tłumów. Zero spokoju, zero prywatności.. Ale koniec o tym- uśmiechnął się- Skąd jesteś?
- Z Londynu.
- Oo, no to ja często tam bywam. Hm.. Gdzie twoja koleżanka?
- Bierze prysznic- zaśmiała się.
- Hm.. Okej.
W tym momencie Charlie ubrana w zieloną piżamę wyszła z łazienki i już chciała coś powiedzieć, kiedy dostrzegła gościa w jej pokoju i chwyciła szybko bluzę i założyła ją. Harry zaczął się śmiać.
- Sie.. Siema? - zawstydzona się przywitała.
- No witam, Harry jestem- podał jej dłoń.
- Charlotte, miło mi- spojrzała zdziwiona na Hill, która siedziała zapatrzona w chłopaka. Chciała parsknąć śmiechem, ale się powstrzymała widząc jej niepokój, kiedy Harry wstał.
- Ja nie będę wam może przeszkadzał.. - spojrzał dyskretnie na Hillary, a po chwili dodał niepewnie- Jak coś to.. Pokój obok jest wiecznie otwarty.. To.. To pa- pomachał uśmiechając się przy tym, wyszedł balkonowymi drzwiami.
- No dziewczyno, ładnych kolegów mi tu sprowadzasz. Tylko uprzedź mnie następnym razem, żebym nie zapoznawała się z nimi będąc w samej piżamie!- obie zaczęły się śmiać- No, na co czekasz. Ogarnij się i zaraz idziemy do nich.
- Chyba sobie kpisz, widziałaś mnie, ja widziałam ciebie. My jak tam wejdziemy to z wrażenia słowa nie powiemy.
- No chyba ty sobie kpisz. Piątka przystojniaków jest za ścianą i czeka na naszą wizytę, a ty masz zamiar to olać?! Ja cię nie znam- zaśmiała się. Rzuciła koleżance ręcznik i siłą zaciągnęła do łazienki.- Masz 5 minut, żeby być gotową do wyjścia. Ja też się przebiorę.
Hillary zmyła makijaż, wzięła zimny prysznic, rozczesała dokładnie włosy, przez co strasznie się napuszyły, ponownie zrobiła sobie znikomy makijaż, za który Charlie ją potem wyśmiała. Założyła błękitne leginsy i białą tunikę. Charlotte przez ten czas uczesała się w warkocz na boku, a ubrała się w morelową koszulkę na ramiączka i czarne shorty. Dziewczyny zamknęły drzwi balkonowe i wyszły z pokoju zamykając go na klucz. Przeszły 3 metry do drzwi obok i delikatnie zapukały. Słychać było śmiechy dochodzące od środka. Nikt nie otworzył drzwi, więc dziewczyny zmieszane powtórzył próbę. W końcu ktoś zaczął je otwierać. Po kilku zgrzytach rozległ się czyjś krzyk "W drugą stronę bystrzaku". Hillary parsknęła śmiechem. Za drzwiami stał zburaczony Niall.
- O, cześć.. - zawstydzony przywitał się i wpuścił je do środka. Te stanęły sparaliżowane na środku pokoju i raz patrząc na siebie a raz na chłopaków, w końcu się przedstawiły. Liam wskazał, aby dziewczyny usiadły. Charlotte usiadła na krześle, a Hill na łóżku obok Harrego i Zayna.
- Chcecie się czegoś napić?- zaproponował Harry.
- Nie dzięki- odpowiedziały niemal jednocześnie.
- Nalegam- i podał obu dziewczynom puszki z colą.- Hillary, mówiłaś, że jesteś z kumpelą i kimś jeszcze? Bo nie pamiętam..
- Z moim bratem- wtrąciła Charlie.
- Może i on chce do nas dołączyć?- dopowiedział Louis szukając czegoś zawzięcie w torbie.
- Nie, on już od dawna śpi- uśmiechnęła się. Nagle Lou wydobył z siebie okrzyk radości i usiadł na łóżku trzymając w dłoniach płytę.
- Co to?- spytała Hill.
- "Koszmar z ulicy Wiązów". Postanowiliśmy zrobić sobie seans filmowy.
- Czyżby to horror?
- No pewnie, że tak..- Lou zrobił minę, jakby odpowiadał na tak banalne pytanie jak 'ile to 2+2'. Char spojrzała się na Hill i zaczęła się śmiać.
- O co chodzi?- spytał Harry z zdezorientowaną miną.
- Hillary panicznie się boi podczas horrorów!- wszyscy delikatnie się zaśmiali.
- Wcale nie!- próbowała odzyskać twarz, ale na marne- No może trochę..
- Musisz być dzielna, a jak nie, to Harry cię uspokoi- powiedział Zayn, wszyscy parsknęli śmiechem.
- O ile sam nie ucieknie z pokoju- dodał Louis. Pokój aż pękał od śmiechu, jedynie Harry udawał fochniętego. Louis włożył płytę do dvd, które wypożyczyli w recepcji, i włączył film. Każdy zajął wygodne dla siebie miejsce. Charlotte z Liamem i Niallem na poduszkach na ziemi bliżej telewizora, Louis po turecku na łóżku najbliższym do ekranu, Zayn na krześle, a Hillary obok Harrego siedziała na środkowym łóżku. .. Minęła prawie połowa filmu.. Światła były zgaszone, wszędzie panowała cisza, słychać było tylko film. No może jeszcze drżący oddech Hill.
- Boisz się?- wyszeptał Harry do dziewczyny. Ta zaś spojrzała mu w jego zielone oczy, uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do telewizora. Brak odpowiedzi nieco zasmucił chłopaka. W tym momencie kolejny z bohaterów ginie, w bardzo drastyczny sposób. Widok był tak straszny, że Hillary przerażona zasłoniła twarz dłońmi i odchyliła się do tyłu. Harry spojrzał na nią z równie przestraszonymi oczami. Wtedy dziewczyna nachyliła się do niego i wyszeptała: "Bardzo". Chłopak spojrzał jej się w oczy, lecz Hill znowu odwróciła wzrok ku ekranowi telewizora. Harry nadal patrzył dyskretnie na dziewczynę. Po chwili złapał kontakt wzrokowy z Louisem, który telepatycznie przesłał mu słowa pogardy. Zielonooki Hazza sie zanieraźnił. Po chwili ostrożnie objął dziewczynę ramieniem. Ta nieco się skrępowała i nie wiedząc jak się zachować, szeptem spytała:
- Co ty robisz?
- Ehm.. Mówiłaś, że się boisz..
- Ej, wy na łóżku. Oglądać, a nie tam szmeracie- zaśmiał się Niall jedząc czipsy.
- A ten jak zwykle, je i się nie podzieli!- odciął Harry, a następnie wstał i wziął ze stolika popcorn. Usiadł z powrotem i podsunął paczkę Hill. Ta jednak pokręciła głową, że nie chce.
- No weź- szturchnął ją w łokieć i się uśmiechnął.
- Najwyżej za moment, narazie nie mam ochoty..- odpowiedziała grzecznie. Wtedy Harry odsunął się od niej, popatrzył na nią i zaczął rzucać w nią popcornem. Dziewczyna powstrzymując śmiech ignorowała to, jednak po chwili podjęła wyzwanie walki. Po minucie wszyscy brali w tym udział, bez względu na to, że film leciał dalej. Charlotte nic nie zostało z warkocza, całe leginsy Hill oblazły okruszkami, a chłopaki mieli popcorn we włosach. W końcu postanowili wyłączyć film, zapalili światło i zaczęli się głośno śmiać. Ich pokój był jednym wielkim pobojowiskiem popcornu i wszystkiego innego czym dało się rzucać. Widok odbierał mowę i wszelkie siły.. aby to posprzątać.
- Dobra, to wszyscy wychodzimy, a Harry sprząta- odezwał się Zayn. Wszystkim spodobał się ten pomysł, tylko nie wymienionemu.
- Dlaczego ja?
- Bo to ty zacząłeś!
- Ale rzucali wszyscy, to nie fair...- zrobił minę jak małe zezłoszczone dziecko i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Dobra, dobra.. Nie pójdziemy, ale to ty idziesz pod odkurzacz- powiedział Liam.
- Ale ta babka mnie zabije jak mnie znowu zobaczy..!
- To znaczy?- spytała zaciekawiona Hillary.
- Jesteśmy tu od 3 dni, a to byłby już piąty raz, kiedy chcemy potrzebujemy odkurzacza, mopa albo rozpuszczalnika..
- Po co wam rozpuszczalnik?!
- Taka tam.. zabawa z markerami..- odpowiedział Niall śmiejąc się.
- O rany, jak dzieci!- stwierdziła Charlotte.
- Co ty nie powiesz!- powiedział Louis wyciągając z włosów popcorn- No to piękny, leć!
- Ech... Jakbym nie wracał przez 5 minut, wyjdźcie na poszukiwania- powiedział Harry i wyszedł z pokoju. Dziewczyny wzięły się za wytrzepywanie kołder, aby cały śmietnik znajdował się na podłodze. Liam i Zayn pozrzucali wszystko z szafek, Niall dojadł to co zostało w paczce a Louis wszystkich nadzorował i się śmiał. W końcu do pokoju przyszedł Harry z odkurzaczem i miną rozbawionego, ale przestraszonego dziecka.
- Co jest?- wszyscy spytali.
- Jutro przychodzi do nas do pokoju sprzątaczka, bo ją niepokoimy- zaczął się śmiać- Mamy masę roboty na tę noc.
- Hahaha, no to brawo!- powiedziała Charlie.
Louis odkurzył podłogę i znowu wygnał Harrego, aby go oddał. Cała siódemka doprowadzała pokój do czysta, i mimo, że żadne z nich nie lubi sprzątać, a wręcz przeciwnie, świetnie odnajduje się w bałaganie, to mieli z tego niezłą zabawę. Już chyba każdy zapomniał o horror'owej atmosferze. Gdy już wszystko skończyli była godzina 3:00.
- Ja to już padam, Hill idziemy, już co?
- Em.. No, no dobra, idziemy. Dobranoc chłopaki!
- Dobranoc!- odpowiedzieli chórkiem, a dziewczyny poszły do siebie. Nie minęło 15 minut, kiedy obie zasnęły...
- Która godzina?
- Dwadzieścia po dziewiątej.
- Ech.. To czas już wstać- odpowiedziała ziewając i ponownie rzuciła się na poduszkę. Char tylko wzruszyła ramionami i w duchu się zaśmiała. W końcu zdecydowała ubrać się w shorty i koszulkę na ramiączka. Kilka minut zajęło jej pakowanie torebki, ponieważ wychodziły na cały dzień i chciała mieć wszystko pod ręką. W końcu, gdy się ze wszystkim uporała, podeszła do łóżka Hill i ściągnęła z dziewczyny kołdrę. Hillary już chciała powiedzieć żartobliwe "odwal się" kiedy ktoś zapukał do drzwi. Wtedy dziewczyna zerwała się z łóżka jak oparzona, wskoczyła do łazienki i Charlie dopiero mogła je otworzyć. To był Matt.
- Gotowe?
- Prawie!- krzyknęła Hill pośpiesznie poprawiając fryzurę. Charlotte przewróciła teatralnie oczami i pokręciła głową
- Daj jej jeszcze z 15 minut... - stwierdziła- Mogę iść zobaczyć twój pokój?
- Jasne.
- Ej, Hill, ja idę do pokoju Matthew. Klucz masz na stoliku. Jak będziesz gotowa, zajdź po nas.
- Ok!
Pokój chłopaka był o wiele mniejszy, żeby nie powiedzieć- przytłaczająco mały. Jednak ile miejsca potrzeba do wstawienia wąskiej szafy, łóżka i drobnej szafki? No niewiele, jednak dodając torbę podróżną- z ledwością można było się dopchać do drzwiczek na balkon.
- Hm.. My nie mamy telewizora- stwierdziła Charlie po chwili rozglądania się- Trochę tu ciasno, ale chyba nie najgorzej?
- Nie narzekam, nie spodziewałem się apartamentu. Jak wam się spało?
- Jak już udało mi się usnąć, to się nawet wyspałam, ale mamy strasznie głośnych sąsiadów...
- Było iść do nich i poprosić, żeby byli ciszej. Trochę zaradności..
- Nie chciało się żadnej wstawać i iść do nich.
- Yhym.. Jakie plany na dzisiaj?
- Hm, nie wiem. Na pewno przejdziemy się na tą imprezę na plaży. Może być nawet fajnie- znacząco poruszyła brwiami.
- Hm..- spojrzał na nią myślącym wzrokiem- Nie wiem, czy to będzie odpowiedzialne, gdy ja, twój starszy brat, pozwolę ci iść na ten koncert..
Oboje parsknęli śmiechem.
- Nie wydurniaj się, znajdź sobie jakieś towarzystwo i możesz nas dwie zostawić w spokoju na te kilka dni.
- Serio tego chcesz?
- Hm.. Trochę swobody mi nie zaszkodzi. Bądźmy w kontakcie- wskazała telefon komórkowy- i mi pasuje.
- No okej. Tylko proszę, wracajcie do hotelu około 22:00, jak chcecie zostać dłużej, to koniecznie ze mną. Okej?
- Koncert na pewno skończy się później..
- No to jeszcze dziś, ale obiecujesz, że będziecie wracać o dziesiątej?
- No dobra..
- A Hill to się łaskawie wyszykuje?
- Haha, szybciej będzie jak po nią pójdę.
- Pójdę już z tobą.
Gdy zeszli na parter zostali nieco zaskoczeni. Przez okna było widać tłum nastolatek powstrzymywanych przez policjantów. Powoli zeszli zdziwieni i skierowali się w stronę korytarza, który był oblegany przez wysokich starszych mężczyzn. Charlie podeszła do jednego z ochroniarzy i spytała co się dzieje.
- Prowadzący imprezy niepotrzebnie wypaplał o gwieździe wieczoru dzisiejszego koncertu i teraz będą trudności z dotarciem na występ.
- I ta gwiazda ma pokój w tym hotelu?
- No tak. A raczej, gwiazdy.
- Em.. -spojrzała zdezorientowana na Matthew, a następnie znowu skierowała się do mężczyzny- Kto dzisiaj będzie występował?
- One Direction.
Charlotte zrobiła duże oczy i odwróciła się do brata. Ten jednak niewzruszony spróbował przecisnąć się do pokoju, gdzie przebywała nadal Hillary. Jego siostra zdezorientowana została w holu i czekała.
- Hill?- rozejrzał się po pomieszczeniu, jednak dziewczyny nie było. Zapukał do drzwi łazienki, lecz tam też jej nie było. Nareszcie zauważył otwarte drzwi na balkon. Wyszedł tam i spostrzegł swoją koleżankę zaglądającą do czyjegoś okna.
- Hillary, chodź. Po pierwsze nie wypada ci tak podglądać obcych ludzi, a po drugie ile mamy na ciebie z Charlotte czekać?
- Ale to jest One Direction!
- No i?- podszedł do dziewczyny i już chciał ją odciągnąć od okna, kiedy ono się otworzyło na oścież.
- Zero prywatności- zaśmiał się pewien blondyn.
- Przepraszam, już ją zabieram.
- Nic się nie stało. Ona nie jest aż tak szkodliwa jak te na dole..- wyszedł na balkon i ostrożnie spojrzał w dół. Wtedy rozległ się ogromny pisk- Sam widzisz.
- Niall, możesz nie pogarszać sprawy?!- krzyknął kolejny członek zespołu, Louis, jednocześnie zbliżając się do kumpla.- Oo, witam szanowną panią i zarazem uprzejmie przepraszam i żegnam- dopowiedział szczerząc zęby i zaciągając Horana z powrotem do pokoju. Hillary uparcie zaglądała do wnętrza i jak jej się wydawało, spostrzegła jeszcze Harrego i Zayna. Nie była pewna, bo w pokoju było stosunkowo ciemno.
- Chodź już.- powiedział lekko poddenerwowany Matt i chwyciwszy dziewczynę za łokieć zabrał ją do jej pokoju.- Już jesteś gotowa, żebyśmy mogli nareszcie iść?
- Ta..Tak.
Chłopak otworzył drzwi i delikatnie wypchnął oniemiałą dziewczynę na korytarz. Dał znać Charlie kiwnięciem, aby również pokierowała się w stronę wyjścia. Po minucie upartego przeciskania się przez tłum zdziczałych fanek wydostali się z pośród nich i usiedli na wolnej ławce.
- No to ładnie- stwierdziła Char przerywając milczenie. A ty co taka nieobecna?
- Była na balkonie i podglądała tych chłopaków.
- Hahaha! Ej, Hill.. Chyba już wiem, kto nam wczoraj tak nie dawał zasnąć.- zaśmiała się
- O rany..! Mogłam jednak iść i ich uciszyć.
- Oo, teraz nagle byś łaskawie się podniosła..
- No a dziwisz się?
- Heh.. Dzisiaj po koncercie wbijemy im do pokoju?
- Jasne, żeby się zirytowali i nas wygonili.
- Czemu tak pesymistycznie?
- No bo wypadałoby mieć jakiś powód, dla którego pukamy do ich drzwi.
- To One Direction i wszystkie nastolatki z tego miasta już wiedzą, gdzie nocują. To jest wystarczające.- Hillary spojrzała na nią dość specyficznym wzrokiem i odpowiedziała:
- No dobra.
- Nie chcę się wtrącać, ale wejdziecie im do pokoju i co?- odezwał się Matt
- Człowieku, trochę luzu. Coś się wykombinuje na spontana- odpowiedziała Char i wstała- Dobra, to idziemy może coś zjeść?
- Ok.
Poszli do najbliższej knajpy i zamówili dużą pizzę. Dzień stosunkowo szybko im minął na straganach, jedzeniu i przepychaniu się przez zatłoczone miasto. Matthew kupił sobie scyzoryk, na który dziewczyny patrzyły z pogardą. Charlie wybrała sobie kilka bransoletek, a Hill jak zwykle nic, bo nie mogła się na nic zdecydować. W końcu nastał wieczór i impreza na plaży się rozpoczęła. Spóźnili się pół godziny, ale nie stracili nic istotnego, bo do tego czasu występował marny miejscowy kabaret i jakiś zespół coverujący takich artystów jak Michael Jackson, Freddie Mercury itd. Matthew zostawił dziewczyny same w barku rozstawionym przy scenie, ponieważ niedaleko spostrzegł swojego kumpla. Hillary popijała lemoniadę, a Char colę. W końcu, gdy już było całkiem ciemno, bo było już dość późno, prowadzący chwycił mikrofon i zaczął zapowiadać gwiazdę wieczoru.
- Ej, Charlotte, błagam cię, chodźmy się przecisnąć gdzieś tam pod scenę!
- Gdzie ty masz oczy? Chyba tylko jedynie czołgiem by ci się to udało. Nie narzekaj, stąd też dobrze widać.
- Ech..- westchnęła i w myślach poparła koleżankę. Miejsce i tak nie było najgorsze.
I nagle cała okolica wypełniła się echem, które brzmiało: ONE DIRECTION. Na scenę wkroczyli kolejno: Liam, Zayn, Louis, Harry i Niall. Machali przy tym publiczności, która w sumie w 95% składała się z jedynie piszczących nastolatek.
- Witamy, witamy gorąco Brighton! - zaczął Liam
- Jak się macie?- dodał Niall i w odpowiedzi dostał ogromny pisk, który był ledwo do wytrzymania. Z głośników rozległy się pierwsze dźwięki 'What makes you beautiful'. Przy rozpoczęciu każdej kolejnej zwrotki hałas był jeszcze głośniejszy.
- Masakra z tymi fankami...- stwierdziła Hillary
- Co ty nie powiesz. Będąc takim Harrym nie możesz iść nawet w spokoju po bułki na śniadanie- obie się zaśmiały i na powrót wlepiały się wzrokiem w chłopców. Zagrali jeszcze 'One thing', 'Up all night', 'More than this', 'I want' oraz 'Na na na' i pożegnali się z dzikim tłumem przerażających psychicznych fanek bez wystąpienia na bis. Hillary westchnęła ciężko patrząc jak chłopacy znikają w namiocie za sceną. Charlie w końcu sięgnęła po telefon i zadzwoniła do swojego brata. Ten jednak nie odbierał. Raz, drugi, trzeci..
- No dobra, poradzimy sobie bez niego- powiedziała Charlie i podniosła się z krzesła. Hillary zrobiła to samo i podążyła za koleżanką. Jednak zaproponowała coś innego, niż ta miała w planach,
- Hm.. Po co wracać już do hotelu? Chodź, przejdziemy się po plaży- i wskazała zupełnie przeciwny kierunek. Dziewczyna spojrzała na nią niepewna, ale po chwili odpowiedziała "Okej". Były już jakieś 300 metrów od sceny, tutaj już prawie nikogo nie było. Dość fajna i relaksująca atmosfera. W pewnym momencie dziewczyny spojrzały się na siebie i jednocześnie przyznały, że lepiej będzie wrócić. Gdy były już z powrotem dość blisko ludzi, Char zauważyła swojego brata wśród dość sporej grupy ludzi w jego wieku popijających piwo.
- Poczekaj tu- rzuciła i poszła po chłopaka. Hillary stała w tym samym miejscu i sięgnęła po telefon. 2 nieodebrane połączenia i jeden sms: "Hej kochanie :) Jak tam u Was? Odezwij się, Mama." Zaczęła zabierać się do odpisania, kiedy zauważyła biegnącego w jej stronę chłopaka z kapturem na głowie. Nieco się przestraszyła i ostrożnie zaczęła się cofać. Gdy nieznajomy był w odległości 5 metrów powiedział krótkie "Nie widziałaś mnie" i skoczył w krzaki za siatką. Było to co najmniej dziwne i niezrozumiałe, ale jednak dziewczyna olała to. Po chwili w jej stronę biegło około dwudziestu dziewczyn w wieku od 14 do 17 lat. Zaczęły krzyczeć do zdezorientowanej Hillary "W którą stronę pobiegł?!". Ta niepewnie spojrzała na krzaki i wskazała, aby biegły dalej prosto. Gdy dziewczyny były już dość daleko, Hill wychyliła się, czy nikt jeszcze nie błąka się w jej stronę i powiedziała, sama nie wiedząc, czy ma jeszcze do kogo, "Już czysto". Wtedy chłopak szybko wydostał się z pośród gałęzi, otrząsnął się i podszedł do dziewczyny.
- Bardzo ci dziękuję.. Gdyby nie ty, byłbym właśnie w kilku kawałkach- zaśmiał się. Hillary nadal nie poznawała owego nieznajomego ze względu na kaptur i ciemność w jakiej stali.
- A o co w ogóle chodzi?
Chłopak stał nieruchomo przez chwilę i w końcu niezdecydowanym gestem zdjął kaptur. Wtedy dopiero dziewczyna skojarzyła fakty. Chłopak miał dłuższe, kręcone włosy, które poznałaby chyba wszędzie. Wyjęła telefon i włączyła go i światłem odbijającym od ekranu jej Samsunga poświeciła twarz chłopaka. Był to nikt inny jak Harry Styles. Dziewczyna stanęła nieruchomo nie mogąc uwierzyć w swojego farta.
- Uff.. Przynajmniej nie krzyczysz.- i z powrotem założył kaptur.- Jak masz na imię?
- Hm.. Hillary.. I mam pokój w hotelu obok was- uśmiechnęła się niepewnie.
- Naprawdę? A ja cię nie widziałem..- próbował przyjrzeć się jej twarzy dokładniej, ale bez skutku. Za ciemno.
- Jestem tu od wczoraj. Ja was też nie, dowiedziałam się o tym, że to One Direction nie dało mi spać dziś w nocy, dopiero z rana, gdy z ledwością wyszłam z budynku, przez wasze fanki.
- A nic nie mów, to jest po prostu horror. Wiadomo, uwielbiam nasze fanki, ale one nie mają za grosz miłosierdzia- oboje się zaśmiali- Sama jesteś?
- Nie, z przyjaciółką i jej bratem, którzy w sumie właśnie tu idą.
- Ooh.. - wziął głębszy oddech i dodał- Ja uciekam. Dzięki jeszcze raz za uratowanie skóry i do zobaczenia!- pomachał jej i szybko pobiegł w okolice sceny. Charlie z Matthew podeszli do dziewczyny i wszyscy skierowali się w stronę powrotną do hotelu.
- Kto to był?
- Ale kto?
- No ten koleś, z którym gadałaś.- Charlotte spojrzała na koleżankę zirytowanym spojrzeniem.
- Em.. Harry z One Direction.
- CO!? Dzięki za przedstawienie mnie..- zaczęła się droczyć udając fochniętą. Gdy trójka dotarła do hotelu, umówili się, że następnego dnia Matthew idzie ze znajomymi na miasto, a dziewczyny we dwie. Obiecały, że wrócą do pokoju do godziny 22:00. Chłopak był bardzo zmęczony, więc od razu położył się spać. Było kilka minut przed północą. Char i Hill zaś były zbyt podekscytowane.
- Ej, to w końcu jak? Idziemy im wbić do pokoju?- zaczęła Charlie.
- Hm.. A myślisz, że oni już wrócili?
- No raczej.
- Ja to bym poczekała może do jutra, dzisiaj są zmęczeni pewnie..- otworzyła drzwi na balkon i wyszła na zewnątrz.
- Ech.. To ja idę wziąć prysznic, a ty się zdecyduj.- chwyciła ręcznik i piżamy, a następnie zamknęła się w łazience. Hillary natomiast oparła się o poręcz i zaczęła wspominać swoją krótką rozmowę z jednym z najbardziej popularnych i pożądanych nastolatków. Niebo było bezchmurne, a powietrze dość rześkie. Dziewczyna wróciła się do pokoju, wzięła ze stolika słuchawki, które podłączywszy do telefonu, założyła. Czekając na wolną łazienkę zapatrzyła się w gwiazdy słuchając muzyki. W pewnym momencie ktoś stanął obok niej. Nie usłyszała żadnych kroków, dlatego nieco się przestraszyła.
- A ty znowu się patrzysz, jakbym miał cię zabić- oboje się zaśmiali.
- Przepraszam, zadumałam się trochę.
- Spoko. Więc to twój pokój?- wskazał wnętrze za otwartymi drzwiami.
- Tak.- Chłopak wszedł do środka i rozejrzał się. Minął jeden dzień, a na powrót zapanował tu jeden wielki bałagan. Praktycznie wszędzie były jakieś ubrania. Harry miał rozbawioną minę- Czemu się śmiejesz?
- Bo nie sądziłem, że można mieć gorzej w pokoju niż ja- uśmiechnął się.
- No cóż.. Jak widzisz, można- odgarnęła swoje łóżko ze sterty bluzek i wskazała owy kawałek wolnego miejsca.- Siadaj.
Chłopak usiadł i po chwili krępującego milczenia znowu zaczął:
- No więc.. Na ile tu przyjechałaś?
- Na 10 dni. A wy na ile zostajecie?
- Narazie ile chcemy, tyle możemy siedzieć. Skończyliśmy trasę koncertową, teraz mamy tak jakby urlop.
- No to fajnie, należy wam się.
- Tak, ale czasem przydałby się też urlop od krzyków, pisków i tłumów. Zero spokoju, zero prywatności.. Ale koniec o tym- uśmiechnął się- Skąd jesteś?
- Z Londynu.
- Oo, no to ja często tam bywam. Hm.. Gdzie twoja koleżanka?
- Bierze prysznic- zaśmiała się.
- Hm.. Okej.
W tym momencie Charlie ubrana w zieloną piżamę wyszła z łazienki i już chciała coś powiedzieć, kiedy dostrzegła gościa w jej pokoju i chwyciła szybko bluzę i założyła ją. Harry zaczął się śmiać.
- Sie.. Siema? - zawstydzona się przywitała.
- No witam, Harry jestem- podał jej dłoń.
- Charlotte, miło mi- spojrzała zdziwiona na Hill, która siedziała zapatrzona w chłopaka. Chciała parsknąć śmiechem, ale się powstrzymała widząc jej niepokój, kiedy Harry wstał.
- Ja nie będę wam może przeszkadzał.. - spojrzał dyskretnie na Hillary, a po chwili dodał niepewnie- Jak coś to.. Pokój obok jest wiecznie otwarty.. To.. To pa- pomachał uśmiechając się przy tym, wyszedł balkonowymi drzwiami.
- No dziewczyno, ładnych kolegów mi tu sprowadzasz. Tylko uprzedź mnie następnym razem, żebym nie zapoznawała się z nimi będąc w samej piżamie!- obie zaczęły się śmiać- No, na co czekasz. Ogarnij się i zaraz idziemy do nich.
- Chyba sobie kpisz, widziałaś mnie, ja widziałam ciebie. My jak tam wejdziemy to z wrażenia słowa nie powiemy.
- No chyba ty sobie kpisz. Piątka przystojniaków jest za ścianą i czeka na naszą wizytę, a ty masz zamiar to olać?! Ja cię nie znam- zaśmiała się. Rzuciła koleżance ręcznik i siłą zaciągnęła do łazienki.- Masz 5 minut, żeby być gotową do wyjścia. Ja też się przebiorę.
Hillary zmyła makijaż, wzięła zimny prysznic, rozczesała dokładnie włosy, przez co strasznie się napuszyły, ponownie zrobiła sobie znikomy makijaż, za który Charlie ją potem wyśmiała. Założyła błękitne leginsy i białą tunikę. Charlotte przez ten czas uczesała się w warkocz na boku, a ubrała się w morelową koszulkę na ramiączka i czarne shorty. Dziewczyny zamknęły drzwi balkonowe i wyszły z pokoju zamykając go na klucz. Przeszły 3 metry do drzwi obok i delikatnie zapukały. Słychać było śmiechy dochodzące od środka. Nikt nie otworzył drzwi, więc dziewczyny zmieszane powtórzył próbę. W końcu ktoś zaczął je otwierać. Po kilku zgrzytach rozległ się czyjś krzyk "W drugą stronę bystrzaku". Hillary parsknęła śmiechem. Za drzwiami stał zburaczony Niall.
- O, cześć.. - zawstydzony przywitał się i wpuścił je do środka. Te stanęły sparaliżowane na środku pokoju i raz patrząc na siebie a raz na chłopaków, w końcu się przedstawiły. Liam wskazał, aby dziewczyny usiadły. Charlotte usiadła na krześle, a Hill na łóżku obok Harrego i Zayna.
- Chcecie się czegoś napić?- zaproponował Harry.
- Nie dzięki- odpowiedziały niemal jednocześnie.
- Nalegam- i podał obu dziewczynom puszki z colą.- Hillary, mówiłaś, że jesteś z kumpelą i kimś jeszcze? Bo nie pamiętam..
- Z moim bratem- wtrąciła Charlie.
- Może i on chce do nas dołączyć?- dopowiedział Louis szukając czegoś zawzięcie w torbie.
- Nie, on już od dawna śpi- uśmiechnęła się. Nagle Lou wydobył z siebie okrzyk radości i usiadł na łóżku trzymając w dłoniach płytę.
- Co to?- spytała Hill.
- "Koszmar z ulicy Wiązów". Postanowiliśmy zrobić sobie seans filmowy.
- Czyżby to horror?
- No pewnie, że tak..- Lou zrobił minę, jakby odpowiadał na tak banalne pytanie jak 'ile to 2+2'. Char spojrzała się na Hill i zaczęła się śmiać.
- O co chodzi?- spytał Harry z zdezorientowaną miną.
- Hillary panicznie się boi podczas horrorów!- wszyscy delikatnie się zaśmiali.
- Wcale nie!- próbowała odzyskać twarz, ale na marne- No może trochę..
- Musisz być dzielna, a jak nie, to Harry cię uspokoi- powiedział Zayn, wszyscy parsknęli śmiechem.
- O ile sam nie ucieknie z pokoju- dodał Louis. Pokój aż pękał od śmiechu, jedynie Harry udawał fochniętego. Louis włożył płytę do dvd, które wypożyczyli w recepcji, i włączył film. Każdy zajął wygodne dla siebie miejsce. Charlotte z Liamem i Niallem na poduszkach na ziemi bliżej telewizora, Louis po turecku na łóżku najbliższym do ekranu, Zayn na krześle, a Hillary obok Harrego siedziała na środkowym łóżku. .. Minęła prawie połowa filmu.. Światła były zgaszone, wszędzie panowała cisza, słychać było tylko film. No może jeszcze drżący oddech Hill.
- Boisz się?- wyszeptał Harry do dziewczyny. Ta zaś spojrzała mu w jego zielone oczy, uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do telewizora. Brak odpowiedzi nieco zasmucił chłopaka. W tym momencie kolejny z bohaterów ginie, w bardzo drastyczny sposób. Widok był tak straszny, że Hillary przerażona zasłoniła twarz dłońmi i odchyliła się do tyłu. Harry spojrzał na nią z równie przestraszonymi oczami. Wtedy dziewczyna nachyliła się do niego i wyszeptała: "Bardzo". Chłopak spojrzał jej się w oczy, lecz Hill znowu odwróciła wzrok ku ekranowi telewizora. Harry nadal patrzył dyskretnie na dziewczynę. Po chwili złapał kontakt wzrokowy z Louisem, który telepatycznie przesłał mu słowa pogardy. Zielonooki Hazza sie zanieraźnił. Po chwili ostrożnie objął dziewczynę ramieniem. Ta nieco się skrępowała i nie wiedząc jak się zachować, szeptem spytała:
- Co ty robisz?
- Ehm.. Mówiłaś, że się boisz..
- Ej, wy na łóżku. Oglądać, a nie tam szmeracie- zaśmiał się Niall jedząc czipsy.
- A ten jak zwykle, je i się nie podzieli!- odciął Harry, a następnie wstał i wziął ze stolika popcorn. Usiadł z powrotem i podsunął paczkę Hill. Ta jednak pokręciła głową, że nie chce.
- No weź- szturchnął ją w łokieć i się uśmiechnął.
- Najwyżej za moment, narazie nie mam ochoty..- odpowiedziała grzecznie. Wtedy Harry odsunął się od niej, popatrzył na nią i zaczął rzucać w nią popcornem. Dziewczyna powstrzymując śmiech ignorowała to, jednak po chwili podjęła wyzwanie walki. Po minucie wszyscy brali w tym udział, bez względu na to, że film leciał dalej. Charlotte nic nie zostało z warkocza, całe leginsy Hill oblazły okruszkami, a chłopaki mieli popcorn we włosach. W końcu postanowili wyłączyć film, zapalili światło i zaczęli się głośno śmiać. Ich pokój był jednym wielkim pobojowiskiem popcornu i wszystkiego innego czym dało się rzucać. Widok odbierał mowę i wszelkie siły.. aby to posprzątać.
- Dobra, to wszyscy wychodzimy, a Harry sprząta- odezwał się Zayn. Wszystkim spodobał się ten pomysł, tylko nie wymienionemu.
- Dlaczego ja?
- Bo to ty zacząłeś!
- Ale rzucali wszyscy, to nie fair...- zrobił minę jak małe zezłoszczone dziecko i wszyscy zaczęli się śmiać.
- Dobra, dobra.. Nie pójdziemy, ale to ty idziesz pod odkurzacz- powiedział Liam.
- Ale ta babka mnie zabije jak mnie znowu zobaczy..!
- To znaczy?- spytała zaciekawiona Hillary.
- Jesteśmy tu od 3 dni, a to byłby już piąty raz, kiedy chcemy potrzebujemy odkurzacza, mopa albo rozpuszczalnika..
- Po co wam rozpuszczalnik?!
- Taka tam.. zabawa z markerami..- odpowiedział Niall śmiejąc się.
- O rany, jak dzieci!- stwierdziła Charlotte.
- Co ty nie powiesz!- powiedział Louis wyciągając z włosów popcorn- No to piękny, leć!
- Ech... Jakbym nie wracał przez 5 minut, wyjdźcie na poszukiwania- powiedział Harry i wyszedł z pokoju. Dziewczyny wzięły się za wytrzepywanie kołder, aby cały śmietnik znajdował się na podłodze. Liam i Zayn pozrzucali wszystko z szafek, Niall dojadł to co zostało w paczce a Louis wszystkich nadzorował i się śmiał. W końcu do pokoju przyszedł Harry z odkurzaczem i miną rozbawionego, ale przestraszonego dziecka.
- Co jest?- wszyscy spytali.
- Jutro przychodzi do nas do pokoju sprzątaczka, bo ją niepokoimy- zaczął się śmiać- Mamy masę roboty na tę noc.
- Hahaha, no to brawo!- powiedziała Charlie.
Louis odkurzył podłogę i znowu wygnał Harrego, aby go oddał. Cała siódemka doprowadzała pokój do czysta, i mimo, że żadne z nich nie lubi sprzątać, a wręcz przeciwnie, świetnie odnajduje się w bałaganie, to mieli z tego niezłą zabawę. Już chyba każdy zapomniał o horror'owej atmosferze. Gdy już wszystko skończyli była godzina 3:00.
- Ja to już padam, Hill idziemy, już co?
- Em.. No, no dobra, idziemy. Dobranoc chłopaki!
- Dobranoc!- odpowiedzieli chórkiem, a dziewczyny poszły do siebie. Nie minęło 15 minut, kiedy obie zasnęły...